niedziela, 17 czerwca 2012

Bo ... ja ...







... lubię tę chwilę ... gdy zostaję na pokładzie ... SAM ... jest ... pusto , ciemno , spokojnie ... z radia ... płynie odpowiednia piosenka ... jestem tylko ... ja , samochód i droga ... do domu ... hm ... lubię ten stan .

Jasne ... oczywiste ... że chciałbym wrócić ... do domu gdzie ... ciepłe czekało by łóżko ... a jeszcze lepiej ... choć właściwie to jest jednoznaczne ... ciepła osoba ... która by wypiła ze mną ... ciepłą herbatę ... wysłuchała jeszcze ciepłych wrażeń ... podzieliła się swoimi ... i razem ... ze mną zasnęła ... hm ... wiem wiem ... już to kiedyś było ... w kinie .

Tak bym chciał ... a jest ... jest ... trochę ... inaczej ... pomysł z " porwaniem " na lody ... umarł ... szybko i brutalnie ... nie miał ... żadnych szans .
Już ... wszystko uschło ... tak jak wczoraj we Wrocławiu ... nadzieje kibiców ... uschło ... zamarzło ... umarło .

Jeszcze dwa tygodnie ... będzie pierwszy ... i nie będzie już nic ... nic ... nawet jeśli bukiet będzie ... jeśli .

Piszę jak stara maruda ... może to przez ten ciężki tydzień ... może żal po wczorajszym ... szkoda tej energii ludzkiej ... tych pozytywnych fluidów ... może kumulacja tego wszystkiego ... a może ... już taki jestem ... odstający ... nie udający ... pogodny maruda ... nieszczęśliwy szczęściarz .

Wczoraj ... napisałem ... potem się denerwowałem ... następnie ... nie odebrałem ... nie dodzwoniłem ... NIE LUBIĘ TEGO STANU .

Dwa tygodnie .

1 komentarz: